Czechowiccy piłkarze niemile będą wspominać dzisiejsze spotkanie w Bojszowach, w którym po bardzo słabej grze przegrali z tamtejszym GTS-em 0:2 (0:0). Bramki dla gospodarzy zdobyli w 50. minucie Wojciech Myszor (głową) i w 83. minucie Adam Maślorz.
MRKS wybierał się dziś do Bojszów z nadzieją na zdobycie kolejnych, wyjazdowych punktów. Niestety w sobotnie popołudnie nasi piłkarze nie byli najlepiej dysponowani i szczególnie słaba postawa w drugiej połowie zdecydowała o porażce z niżej notowanym przeciwnikiem.
Po raz pierwszy w tym sezonie czechowickiej bramki strzegł powracający po kontuzji Bartłomiej Droździk, który mimo iż nie miał zbyt wiele pracy, to musiał dwukrotnie wyciągać piłkę z siatki. Zanim to jednak nastąpiło, goście mieli swoje cztery okazje do zdobycia goli, lecz w decydujących momentach zabrakło dokładności, bądź też na przeszkodzie stawał dobrze dysponowany Krzysztof Oleksy. W 3. minucie na bramkę GTS-u silno z dystansu uderzył Tomasz Górkiewicz, a piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. Z kolei w 14. minucie z rzutu wolnego przymierzył Grzegorz Sztorc, ale strzał okazał się zbyt lekki, by zaskoczyć golkipera miejscowych. W pierwszych trzydziestu minutach gry bojszowianie odpowiedzieli jedynie dwoma niecelnymi uderzeniami Pawła Ogrodowczyka. W 33. minucie znów rzut wolny mógł przynieść naszej drużynie celne trafienie, gdy Mirosław Madeja technicznie strzelił z ok. 25 metrów, a Krzysztof Oleksy z największym trudem sparował futbolówkę na rzut rożny. Również on był bohaterem akcji z 36. minuty, kiedy Grzegorz Gąsiorek prostopadłym podaniem w uliczkę wypuścił Adama Kozielskiego, a ten z obrębu pola karnego oddał strzał, świetnie wybroniony przez bramkarza gospodarzy. Na tym właściwie można zakończyć opis pierwszej odsłony, która swym poziomem nie zachwyciła zgromadzonych kibiców, gdyż sytuacje bramkowe obu ekip można było policzyć na palcach jednej ręki.
O ile w pierwszych czterdziestu pięciu minutach, wspomniane w poprzednim zdaniu okazje MRKS jeszcze sobie stworzył, to już po przerwie bramkarz z Bojszów właściwie był bezrobotny. Zagraniom naszej drużyny brakowało precyzji, jak i pomysłu na skuteczną grę, mogącą przynieść końcowy sukces. Z kolei gospodarze za sprawą szybko zdobytego gola uwierzyli, że walką i ambicją są w stanie nadrobić braki techniczne i tym sposobem skarcili czechowicką „jedenastkę”, grającą bardzo ospały futbol. Właśnie w 50. minucie GTS miał ogromne powody do radości - tuż przed linią pola karnego rywala nieprzepisowo zatrzymał Wojciech Lisewski i chwilę później dośrodkowanie z rzutu wolnego, celną główką zamknął Wojciech Myszor, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Tym razem taki rozwój wypadków niestety nie podziałał na czechowiczan mobilizująco, bowiem tego dnia ofensywnych argumentów MRKS po prostu nie posiadał. Gospodarze już minutę po zdobyciu bramki ruszyli z kolejnym atakiem, zakończonym strzałem Dariusza Dudki z 20. metrów nad poprzeczką. W 55. minucie z narożnika pola karnego zaskoczyć Bartłomiej Droździka próbował Jarosław Folek, lecz posłał piłkę ponad bramką. Następną, zaznaczyć trzeba doskonałą okazję GTS miał w 69. minucie, gdy wrzucona z rzutu rożnego piłka minęła w „szesnastce” wszystkich zawodników i ostatecznie trafiła pod nogi Michała Pyrlika, który mając czystą pozycję, fatalnie przestrzelił. Dopiero w 72. minucie przyjezdni znaleźli się pod bramką Krzysztofa Oleksego - Tomasz Górkiewicz z lewej strony płasko zagrał do Krzysztofa Kocierza, lecz ten swoją słabszą, lewą nogą nie był w stanie oddać dobrego uderzenia z 14. metrów i futbolówka dość znacznie poszybowała nad poprzeczką. Marzenia czechowickiej drużyny o choćby remisie rozwiał w 83. minucie Adam Maślorz, mając dużo swobody nie zastanawiał się zbyt długo i nieprzyjemnie strzelił z dystansu, a przed zasłoniętym Bartłomiejem Droździkiem piłka zdążyła jeszcze skozłować i po jego rękach wpadła do siatki. Jeszcze w 88. minucie rozmiary porażki próbował zmniejszyć Damian Szczęsny, lecz z ok. 20 metrów po ziemi uderzył obok prawego słupka. W doliczonym czasie gry Mirosław Madeja dorzucił piłkę w pole karne, a Wojciech Lisewski głową przeniósł ją nad bramką. Choć to marne pocieszenie, to na koniec można dodać, że w drugiej połowie po faulach na Grzegorzu Sztorcu i Tomaszu Górkiewiczu, arbiter mógł przyznać czechowiczanom „jedenastki”, lecz w obu przypadkach jego gwizdek milczał. Obiektywnie mówiąc, rozjemca zawodów w Bojszowach w żadnym stopniu nie przyczynił się jednak do naszej porażki i poza małymi wyjątkami, prowadził mecz przyzwoicie, co ostatnio niestety jest rzadkością.
Bez wątpienia nasz zespół rozegrał dziś najsłabsze spotkanie w sezonie i należy o nim raczej jak najszybciej zapomnieć, choć piłkarze i sztab szkoleniowy MRKS powinni poważnie przeanalizować popełnione błędy i znaleźć przyczynę tak słabej postawy. Za tydzień czeka nas bowiem bardzo podobny, wyjazdowy pojedynek z ostatnią w stawce Concordią Knurów, która kosztem czechowiczan będzie chciała odnieść pierwsze zwycięstwo w sezonie. Nie pozostaje nic innego, jak szukać recepty na poprawienie gry z zespołami dolnych rejonów tabeli, a te zbliżają się już powoli do naszej drużyny. Mecz w Knurowie w sobotę, 10 października o godzinie 16:00.
Bramki: 1:0 Wojciech Myszor (50’ głową) 2:0 Adam Maślorz (83’)
do 1954 miasto Ursus (obecnie dzielnica Warszawy) nosiło nazwę Czechowice? Nazwę na Ursus zmieniono, aby uniknąć pomyłek z nowym miastem Czechowice (obecnie Czechowice-Dziedzice).